Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ta-trzeba.rzeszow.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
35

Przez resztę dnia prawie nie wracali do tematu. Matthew

No tak. Rzeczywiście w trzeciej dziurce od góry coś siedziało.
dziecko. Mężczyzna stojący z lewej strony był szybszy: chwycił
transplantację?
Kto ci płacił?
Przebierała się w sypialni, gdy piśniecie alarmu obwieściło jej
chodzi o życie wiszące na bardzo cienkim włosku. Podawali jej cały
Co ważniejsze, Pavon był jego drogą do głowy węża. Jeśli
starało się odrobić lata zaległości, lata nieustającego nawet w nocy
Nic rozpoznałaby teraz swojego chłopca. Ale porywacza...
Wcisnął przycisk telefonu i warknął, żeby przyszedł Gonzales. Po kilku minutach mężczyzna stanął w drzwiach. - Coś się wyjaśniło z Cassidy Buchanan? T. John potrząsnął przecząco głową. - Jeszcze nie, ale chcę ją mieć na oku. W ciemnych oczach Gonzalesa pojawił się błysk. - Masz coś? - Nie za wiele. Chase McKenzie mówi. Przynajmniej ona tak twierdzi. Ale tylko z nią rozmawia. Gonzales parsknął z niesmakiem. - Tak, to chyba bzdura. Ale sprawdzimy. Chciałbym porozmawiać z Williem Venturą. Może się zjawić z całą armią prawników, którzy będą próbowali zbić mnie z tropu, ale i tak chcę z nim porozmawiać. Gonzales się wzdrygnął. - Przyprowadzę go. - A potem... To niepewny trop, ale sprawdź w urzędzie meldunkowym Alaski, czy mają kogoś o nazwisku Brig McKenzie albo jakiegokolwiek białego mężczyznę około trzydziestki o nazwisku McKenzie. Sprawdź raporty z wypadków i numery rejestracyjne samochodów we wszystkich wypożyczalniach. - To może być długa lista. McKenzie to popularne nazwisko. - Wiem, wiem, ale zrób, co każę. - Myślisz, że nieznajomy to McKenzie? - Gonzales najwyraźniej w to nie wierzył. - Nie. - Wilson pstryknął palcami. - Powiedziałem, że to nic pewnego. Szansa jedna na milion. O Boże, to pewnie szukanie gruszek na wierzbie, ale sprawdź, żebyśmy mieli pewność. Sunny na nią czekała. Ubrana była w długą, czarną suknię. Przyprószone siwizną włosy miała spięte w ciasny kok przy karku. Siedziała na brzegu łóżka, trzymając torebkę na kolanach. - Cassidy - powiedziała ciepło, wyciągając rękę. Jej skóra była ciemna i gładka, bez jednej zmarszczki. Na prawym oku pojawiła się zaćma, ale Sunny nie zgadzała się na operację. Nie ufała lekarzom ze skalpelami i laserami. - Pomyślałam, że pewnie chcesz odwiedzić Chase’a. - Cassidy podeszła do niej i ujęła jej dłoń. - Nie mogłam się doczekać. - Wstała z trudem. Sunny miała gładką skórę i nie wyglądała na swoje lata, ale cierpiała na postępujący artretyzm. Przed laty zwierzyła się z tego Cassidy, bo nie mogła iść do lasu po zioła. Kupiła je w miejscowym sklepie ze zdrową żywnością, ale lekarz pozwolił jej zażywać tylko lekarstwa, które jej przepisał: tabletki z apteki, syntetyczne środki, wyprodukowane przez wielkie koncerny farmaceutyczne. Sunny nie wierzyła w medykamenty wymyślone przez człowieka i często nie zgadzała się na leczenie. Jej stare palce zacisnęły się na ręce Cassidy. - Coś jest nie tak. - Tak, był pożar i... - Nie, chodzi o coś innego - nie dawała za wygraną. Cassidy ścisnęło w żołądku. Uwolniła dłoń z uścisku Sunny. Nie chciała wierzyć w wizje teściowej, mimo że wyszła za mąż za mężczyznę, którego przepowiedziała jej Sunny. Choć wcale o tym nie myślała. - Weź laskę. - Podała starszej kobiecie laskę z ciemnego drewna, z rączką w kształcie głowy kaczki. - Możesz nie poznać Chase’a - ostrzegła ją Cassidy, gdy szły korytarzem, pomiędzy ścianami migdałowego koloru, na których wisiały pastelowe akwarele. - Znam moich synów. - Ale jego twarz... - Będę mogła go dotknąć, prawda? - Sunny czekała, aż uśmiechnięta blondynka z recepcji naciśnie guzik pod biurkiem i otworzą się automatyczne drzwi. Zamek ustąpił. Cassidy pchnęła szklane drzwi. - Jest cały w bandażach i może nie chcieć, żebyś go... - Jest moim synem. Mogę go dotknąć - powiedziała z uporem. - Chase to dobry chłopak - oznajmiła szybko, jakby chciała przekonać samą siebie. Cassidy zastanawiała się, jak często Sunny bije się z myślami, czy naprawdę syn, który zamknął ją w szpitalu psychiatrycznym, jest dobry. Zeszły wolno po schodach na parking, gdzie stał samochód Cassidy. Synowa otworzyła Sunny drzwi. Kilka minut później wyjeżdżały przez bramę. Sunny pomachała strażnikowi. - O co chcesz mnie zapytać? Wyczuła, że Cassidy ma wiele pytań, które nie dają jej spokoju. Wystarczył jeden krótki dotyk. - O... o nic. To nie było odpowiednie miejsce ani czas na wypytywanie ją o dawnych kochanków. O Reksa Buchanana. - Nie kłam. - Sunny uśmiechnęła się smutno i odgarnęła z twarzy kosmyk włosów. - Chcesz zapytać o twojego ojca. To było nieprawdopodobne - zupełnie jakby czytała w jej myślach.
ciebie samej, z tej Milli, którą wszyscy kochamy! Córeczko, nie masz
próbowała znaleźć mnie w klinice, bo przecież nie byłem w domu
- Z kobietą. Przyszli do naszej fonda. Sam ich obsługiwałem. To
- Niech to szlag - szepnęła, próbując wytrzeć obficie lecące łzy

Nie odpowiedziała uśmiechem, wprost przeciwnie, spochmurniała


dokuczliwe i Milla westchnęła tęsknie za zimą.
pokoju i właśnie nas słuchał...

knajpy dobiegał głośny hałas, ale na zewnątrz dostrzegli tylko psa

Babka była prostą kobietą o wielkim sercu.
czujność. Intuicja podpowiadała jej, że Tanner obmyślił
- Czy jego matka żyje?

Lód popełzł jej po kręgosłupie mimo wciąż odczuwalnego

Nad prawym wejściem wisiał szyld kawiarni „Monarch",
Matthew nie odpowiedział.
westchnął. W zasadzie spodziewał się takiej odpowiedzi. Dwie